piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział 1~Przypadkowe spotkanie

*Oczami Megan*
Pewnego dnia poszłam na zakupy.

-Uch...tu nie ma nic ciekawego.-Stwierdziłam i wyszłam ze sklepu.
Rozejrzałam się i zobaczyłam sklep H&M więc weszłam pewnym krokiem.Szukałam czegoś ciekawego chyba 15 minut więc poszłam do działu sukienek gdzie jeszcze dziś nie byłam.Nagle ktoś mnie szturchną i się wywróciłam.
-Och przepraszam nie chciałem na prawdę.-Powiedział chłopak.
-Nic się się stało.
-To dobrze,wiesz co ja już pójdę nie będę Ci przeszkadzać.-Powiedziałam chciałam już iść ale chłopak chwycił mnie za nadgarstek.
-Mogłabyś mi pomóc wybrać sukienkę dla mojej dziewczyny Daniele?A tak w ogóle jestem Liam Payne.
-Ja jestem Megan Ben,z kąś Cię kojarzę ale nie mam pojęcia skąd?A tak a propos tak pomogę Ci.
-Śpiewam w zespole One Direction i dziękuje.
Przeglądaliśmy sukienki jedna po drugiej gdy zauważyłam piękną turkusową sukienkę na cienkich na ramkach do połowy ud.
-Ta może być?-Pokazałam mu sukienkę.
-Jest piękna.
Podeszliśmy do kasy.Liam zapłacił i powiedział:
-Jak Ci się odwdzięczę?
-Nie musisz.
-Masz mój numer,dzwoń wrazie potrzeby.-Mówiąc to wręczył mi kartkę z numerem.
-Dziękuje pa.-Powiedziałam i przytuliłam go.
-Pa.

*4 dni później*

W drodze z pracy do domu na jednej z ulic ktoś do mnie podszedł.
-Maleńka zabawimy się?-Zapytał nieznajomy.

-Nie dzięki.
-No choć.-Chwycił mnie za nadgarstek i zaciągnął do jakiejś ciemnej uliczki.
-Nie!
-Źle postąpiłaś.-Powiedział to i zerwał ze mnie marynarkę.
-Odwal się zboczeńcu!-Krzyknęłam i walnęłam go w krocze a ten zwiną się z bulu.
Wykorzystałam ten moment i zabrałam marynarkę i zaczęłam uciekać.Po 10 minutach byłam pewna że nie idzie za mną.Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Liama bo stwierdziłam że tylko on moze mi pomóc.
-Tak słucham?-Zapytał Liam.
-Hej Liam tu Megan Ben ta ze sklepu.
-Acha więc słucham.
-Przyjedziesz po mnie na ulicę Mleczną 26?-Spytałam zapłakanym głosem.
-Jasne ale jak przyjadę powiesz mi co się stało?
-Oczywiście.
-Będę za 4 minuty.
Jak powiedział tak był.Wsiadłam do samochodu.
-Hej dziękuje!-Powiedziałam.
-Nie dziękuj tylko mów co Ci się stało.
-Ktoś próbował mnie.....mnie.....
-Cię co?
-Zgwałcić-Powiedziałam to i rozpłakałam się.
-Mam pomysł.
-Jaki?
-Zawiozę Cię do mnie i wtedy wraz z moimi przyjaciółmi pomożemy Ci dojść do siebie.
-Nie nie trzeba.
-Nie przyjmuję odmowy.
-Dobrzę.
Po 5 minutach byliśmy przed jego domem był wielki a z tyłu basen.Weszłam z Liamem do środka i ujrzałam 4 chłopaków.
-Hej.-Powiedziałam nie śmiało a chłopacy się na mnie gapili.
-To jest Megan pomogła mi kilka dni temu i chcę byśmy jej pomogli.-Powiedział Liam.
-A co się jej stało?-Powiedział zatroskanie chłopak w lokach.
-Ktoś ją próbował zgwałcić.
-Megan?-Zapytał Liam.
-Hmm...?
-To jest Harry,Louis,Niall i Zayn.
-Ok postaram się zapamiętać.
-Choć zrobię Ci coś do jedzenia.-Powiedział podejrzę Harry.
-Dobrze.
-Zrobię Ci herbatę,jesteś głodna?
-Nie.
-Megan czuj się jak u siebie jesteś głodna to mi mówisz i ja Ci coś zrobię.
-Ok powiem prawdę jestem strasznie głodna.
-Omlet?
-Jasne.
Harry robił 10 minut omleta i 4 minuty herbatę.
-Cholera!-krzyknął Harry
-Co się stało?
-Przypieczyłem omleta !
-Ha ha ha ...Taki może być.
-Serio?Chłopaki nie lubią jak przypiecze.
-Ale jak widzisz nie jestem nimi.
Poszliśmy do pokoju, gdy Louis mnie zauważył wstał i się przesiadł.
-Siadaj tam gdzie siedziałem.-Powiedział Louis.
-Zayn wracaj na miejsce nie musisz być taki miły.
-Wiem że nie muszę ale chcę, a po drugie jestem Louis.
-Och.. przepraszam.
Niall przykrył mnie kocem a ja wtedy spojrzałam na zegar.
-Już 22.34????
-Tak.
-To wiecie co ja już pójdę.
-Nie ma mowy nie puścimy cię po ciemku.
-Ok ale nie mam gdzie i w czym spać.
-Spać możesz w pokoju gościnnym a ubrania...-Liam nie dokończył po Harry mu przerwał
-A ubrania ja Ci mogę dać choć-Powiedział i chwycił mnie za rękę.
Poszliśmy po schodach w prawo i drugi pokój był jego.wręczył mi swoją bluzę.
-Dziękuje że jesteś taki miły.-Stwierdziłam i dałam mu buziaka w policzek.
Wyszłam na korytaż i obejrzałam się i ujrzałam coś dziwnego...





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz